Myśli uczesane – po lekturze książki Sentire Fryzjerstwo z bliska – recenzja


Po książkę Sentire „Fryzjerstwo z bliska” sięgnęłam tuż przed zbliżającymi się świętami Bożego Narodzenia. Wydawała się dobrym pomysłem na chwilowe oderwanie się od gorączkowych przygotowań. Oderwanie to jednakże nie było chwilowe – książka pochłonęła mnie zupełnie i nieoczekiwanie.

Nie jestem fryzjerką, nie mam i nie miałam nigdy nic wspólnego z tym zawodem. Nawet z usług fryzjerskich korzystam sporadycznie, jeśli wymusza to sytuacja na mojej głowie. Zastanowiło mnie jednak, dlaczego powstała ta książka. Zawód jak zawód – myślałam. Do momentu lektury fryzjer był dla mnie zwykłym rzemieślnikiem. I tak, jak do szewca zanosiłam zepsute obuwie, a do zepsutej pralki wzywałam mechanika, tak do salonu chodziłam „naprawiać” fryzurę, bo trzeba było przyciąć, przystrzyc, wyrównać. Wszystko jedno, czy się ma w ręku śrubokręt czy nożyczki – równałam te zajęcia, sprowadzałam do wykonywania mechanicznych czynności, beznamiętnych, automatycznych i nudnych.

A „Fryzjerstwo z bliska” jest książką o życiu. I o pasji. W niezwykły sposób fryzjer-rzemieślnik przeobraża się w artystę, w stylistę, w mistrza; w kogoś, kto potrafi – za pomocą rąk, narzędzi
i kosmetyków – spowodować prawdziwą metamorfozę człowieka, kto – podkreślając zalety i tuszując mankamenty – potrafi wydobyć z człowieka niedostrzegalne wcześniej piękno. A włosy? Tyle znamy zdań typu: powiedz mi, jakie czytasz książki, jaką pijesz kawę, pokaż mi swoje buty, swój samochód,
a powiem ci, kim jesteś. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, jak bardzo dotyczy to również włosów. Jak często to właśnie one odbijają naszą osobowość, naszą kondycję psychiczną i fizyczną, nawet nasze spojrzenie na siebie i otaczający świat. A fryzjer-artysta widzi to w nas już od progu. Kiedy wchodzimy do salonu z wielkimi lustrami musi on zostać nie tylko naszym usługodawcą, ale również doradcą, przyjacielem, nieraz nawet psychologiem. W niektórych przypadkach cudotwórcą niemalże. Opisywane barwnym i dowcipnym językiem historie z salonów pokazują, jak często to właśnie fryzjer jest wielką nadzieją na zmianę, kimś, kto podpowie i nierzadko kimś, komu klientki zwierzają się z problemów… Autorka wielokrotnie podkreśla w swojej książce, że doświadczony fryzjer widzi „nie włosy, ale głowę”. Żywą osobę. Sama przybiera pseudonim artystyczny „Sentire”, który z włoskiego oznacza słuchać i czuć. I zdaje sobie sprawę, jak wielkim talentem, a jednocześnie taktem musi wykazać się fryzjer, by podołać oczekiwaniom w nim pokładanych.
Autorka przeprowadza czytelnika przez kolejne etapy zawodowej drogi niczym fryzjerski podręcznik-poradnik-niezbędnik uzupełniając treść obrazkami z własnej pracy. Nie czaruje, jest nieraz szczera do bólu, nie okłamuje wizją łatwego i przyjemnego zajęcia. Pisze prawdę o trudach, rozczarowaniach, niepowodzeniach, nieprzyjemnościach, ale też o momentach, które zapadły jej w pamięć, o wyjątkowych chwilach, które dawały jej wiarę w siebie, o klientkach, dzięki którym widziała efekty swej pracy i odnajdywała jej sens. Całość przetyka osobistymi refleksjami, które przelewa na papier iście literackim językiem, wyraźnie inspirowanym prozą Schulza i Joyce’a – jak w opisie fryzury-wodospadu, w którym wręcz maluje słowem pejzaż w wyobraźni, rozlewa szeroko paletę barw i kształtów, a wszystko po to, by urzeczywistnić wizję, udoskonalając jednocześnie swój warsztat. Pamięta przy tym o klientkach, nie zapomina o żadnej kobiecie – z przekąsem pisze o mistrzach-stylistach, którzy wygrywają międzynarodowe pokazy, o maestrach nieosiągalnych dla zwykłych obywatelek, dla których liczy się tylko sztuka, będąca często „sztuką dla sztuki” – autorka swoją pasję, talent i prace poświęca głowom „zwyczajnym”, kobietom spotykanym na ulicy, pracującym, niosącym zakupy, odprowadzającym dzieci do szkoły – to im się przygląda, to je próbuje zrozumieć, w końcu te codzienne doświadczenia są także jej udziałem.

A doświadczenia zawodowe? Rozdziały poświęcone lokom, rodzajom cięcia, farbowania, trwałej ondulacji, przedłużania włosów, a nawet sposobom przycinania grzywki są wspaniałym połączeniem technicznych opisów i literackiego języka, przez co czytelnik nie gubi się w gąszczu pasemek, typach cięcia i sekcjach głowy, ale podąża za nożyczkami jak zahipnotyzowany. Drobiazgowe i szczegółowe opisy rodzajów włosów, kosmetyków, substancji i przeróżnych technik stylizacji autorka jednak doskonale równoważy humorystycznymi anegdotami, opowiastkami z historii fryzjerstwa i przykładami ze świata mody czy show-biznesu, w którym porusza się równie sprawnie.

Jestem pod wielkim wrażeniem książki „Fryzjerstwo z bliska”. Książka jest tak wyjątkowa dzięki swej różnorodności. Zmęczony czytelnik znakomicie się przy niej odpręży, dociekliwemu spodobają się rozdziały poświęcone technice i historii samego zawodu, pasjonat z chęcią będzie chłonął cenne doświadczenia i refleksje, jakimi dzieli się autorka, a młody fryzjer znajdzie dla siebie wiele praktycznych porad.

A ja? A ja po lekturze książki spojrzałam w lustro i zastanowiłam się… nad sobą. Nad tym, co mogą powiedzieć o mnie moje włosy. Nad tym, że przecież dbałość o fryzurę nie jest przejawem próżności, lecz naturalną potrzebą, nieraz skrywaną, bądź zagłuszaną – a książka pozwoliła mi tę potrzebę uwolnić. Nad tym, jak nieraz pozornie błahe czynności – mycie, farbowanie, nakładanie odżywki, czesanie – są ważne dla mojego nastroju, poczucia wartości, dla mojego postrzegania świata i siebie samej.
Zmienił się mój stosunek do fryzjerów, a raczej spojrzenie na ich pracę. Uwierzyłam, iż są fryzjerzy-artyści, którzy stojąc za moim fotelem wiedzą, jak ważne jest to, co stworzą, wiedzą, jak ważne jest, by w nowej odsłonie siebie lubić, akceptować i czuć się zadbaną – są przewodnikiem i narzędziem zarazem.
 

Anna Grochowicz
Sosnowiec, 02.01.2013r.